Obchodzimy chmury, które wiją w nas gniazda wypełnione pustką, brzegiem
i początkiem.
I wznosimy modlitwy do siebie, a potem białoskrzydłe ramiona
jak mewy trzepocą w powietrzu.
Biegniemy naszą plażą, aż do drzew drapiących pazurami kory,
wydm padających prosto w ramiona.
Dłoń rozwija swój sznur napęczniały od westchnień,
wspinamy się po linie wszystkich cudów świata -
palce sięgają marzeń
A my, coraz głębszymi oddechami budujemy papierowe statki,
które popłyną do utraty tchu
łopocząc
każdy w inną stronę.
Miłość nie może się bać
cofnięcia ręki
i prostych słów
Gdyby ci o tym opowiedzieć
- w opowieściach jesteśmy wyjątkowo dobrzy -
to każdy dzień powinien mieć kilka cudownych poranków
Ukryci zasłoną rzęs i powieką dnia wciągamy głęboko powietrze
musi go starczyć dla wszystkich pocałunków
musi go starczyć aż do zmroku
na czas popiołów miłości, która się bała
cofnięcia ręki
i prostych słów
nagle
unoszę się ponad ciałem
czas nie ma znaczenia
boję się otworzyć oczy
na pograniczu przebudzenia
- już nie jestem w sobie ?
mam dziś tyle spraw
tyle spraw
donkiszoteria kowala - kilka szybkich
uderzeń w wiatrak serca
lara croft huśtając na palcu
spluwę
patrzy wyniośle
czuję, że będę szybko osądzony
już dawno podejrzewałem
bóg jest kobietą
kobiety mają całe niebo
mężczyźni tylko filozofię
prostota tego twierdzenia
spotęgowała nagłą chęć
zgrzeszenia poza ciałem
jeśli dostanę jeszcze jedną
szansę
czy coś się zmienia
prócz fotela w którym można niechybnie umrzeć
dłonie które ugrzęzły
dłonie dym i mgła
sennych powiek
opadających w szum krwi
świt mój anioł
staje na głowie
wytrząsając z rękawa kawałki światła
w tym liście konie cwałują w obłokach
parskają soczystym zachodem słońca
a ciebie to zupełnie nie interesuje
pochylasz się nad nitkami
choć dobrze wiem jaka to jesteś krawcowa
od boleści w krzyżu i złotego runa
nasze niebo ma zapach skoszonej
modlitwy
w oczywistości tego spotkania
doskonale wiedzieliśmy
miasto będzie hałaśliwie lepkie
a my przerażeni swoją bliskością
w takim dniu nie zadaje się zbędnych
pytań niewidzialnym przechodniom
jesteśmy za
zamkniętymi oczami
lato, to lato
zrywające nocną koszulę z ramion
obnaża
dopełniając szeptem
pośpieszne zdrowaśki pokuty
facet, ten facet
mężczyzna z którym sypiasz
najchętniej nie zmieniałby prześcieradła
zapisując za każdym razem
brak wiary w strzelistość
twoich rozrzuconych ramion
oczy, te oczy
wodzą smykiem po brzuchu
udach
księżycach
wiatr porusza się niecierpliwie na
ulubionym fotelu muskając kosmyki
sklejonych włosów
każdego ranka pchał wózek pełen złożonych kartonów
orał asfalt odkładaną na bok skibą krawężnika
facet miał długi płaszcz na wszystkie pory roku
podklejony gazetami
ściśnięty sznurkiem jak pasem bezpieczeństwa
trzymał kurs
- już go nie widuję
© Copyright by Andrzej Szczepanski
Fred Goldstein (poezja) | Elżbieta Lipińska (poezja) | forum. haiku.pl | Jacek Margolak (haiku) | Magdalena Banaszkiewicz (haiku) | Rafał Zabratyński (haiku) | Jerz (haiku) |