czasem
próbuję swoich wspomnień
wtedy uśmiech wgniatam
w oczodoły
a na skórze
mnożą się krople
odroczonej modlitwy
nie lubię wysyłać sygnałów
tej latarni
już sobie nie przypomnę
ukąsiła mnie kiedyś
nienawiść
karłowatych przesądów
i czasem też
nie mogę zasnąć
lepiej nie rób tego
za mnie
cicho
cicho sza
gra
ćma
w środku miasta
ja
bez dna
nie wolno się snuć
splunąć
truć
puchną księżyce
na łamach kałuż
bruk zastanawia
pieści
odstawia
do śpiących izb
szufladek
ciżb
w zagojonym sercu
w środku miasta
cicho
cicho gra
ja
A słowo się rzekło
urodziło słowo
słowo na początku
na końcu i wszędzie
na podstawie słowa pozbawiasz się życia
przychodzisz na świat
bo ktoś powiedział
kurwa
to też słowo
i słowo jest kurwą
jesteś zawsze słowem
słów zbiorem
słowotokiem
nośnik życia jest słowem
definicje są wszędzie
i tylko gdy tworzysz
brakuje ci słów
w gębie
a słowo stało się ciałem
napatoczyłam się
między dwiema brudnymi szybami
domowego okna
spoczywa zniewolona
zapomnieniem i lenistwem
sterta muszych trupów
karmiąc oko mojej wewnątrz głowy
i widzi dwa światy
Pierwsze czerwienią
płoną nieczystości
zaledwie się zacznę
już kończę
Drugie mojej kobiety
symetryczne pomarańcze jak światła
bezsenne podpierają
Trzecie mojej słabości
żółty smok poskromiony pigułką
na śmierć
Czwarte moja energia
za zielonym parawanem
majestatyczny łoskot
ratuje przed bezdechem
Piąte ? przetrwanie
niebieska chmura gotowa
na przyjęcie brzasku oka
Szóste moja gotowość
walczę i kocham się
naprzemiennie
Na siódmym indygo
zalewa się fioletem
powoli opuszczam
siebie
dalej
Czakra ósma niepisana
mówią że po niej
następuje pierwsza
Masa kałowa
Spotkałam ją u Rafała
a później u Milana
Teresa
co ze snu wyrasta
i wpada do niego
zwycięsko
nie mogli spać
Chciałabym móc znaczyć dla Ciebie tyle
co ja dla niej w moich pragnieniach
a przecież nigdy nie lubiłam
imienia własności ciotki
Teraz rozpaczliwie śnię
o jej odbiciu
w lustrze wiklinowego stolika
na którym leży
rozciągnięta lubieżnie w moich palcach
ja
Teresa
Spotykając jego
i ciebie
nie mogę
oprzeć się wrażeniu
że powiększa się grono
uczestników mojego pogrzebu
jest tutaj to
czego nie potrafię
i jest tu to
o czym wolę nie myśleć
są tutaj rzeczy
niecodzienne
i wiele jest pospolitych
niby poza cenzurą
i właściwie bez podpowiedzi
złu dostarczam ofiar
sama się tu wtrącam
i sama ustalam sankcje
lecz nie dowiedziałam się
od kogo zależy
rozmiar kaftanów
które tu obowiązują.
Kobiety więdnące w podskokach
ich cienie na straży poczęstunku
kuszą bezdenne oczy
tłumu nagiego w przesądy
na dnie pijanego rozmówcy
znalazłam chwilową przystań
A on jak stał tak stoi
klucz pachnie pokojem
a potem krzyk barmana
skołtunił płomień nocy
wychodząc zapomniałam
ugasić pozostające po sobie
zdumienie

...szukam odpowiednich słów ale zwykle to one mnie
dopadają, bo
" jeśli chcesz narysować ptaka, musisz stać się ptakiem"-
Hokusai
© Copyright by Barbara Duda
Fred Goldstein (poezja) | Elżbieta Lipińska (poezja) | forum. haiku.pl | Jacek Margolak (haiku) | Magdalena Banaszkiewicz (haiku) | Rafał Zabratyński (haiku) | Jerz (haiku) |