widać parawan drzew za którym pole oziminy
to posłanie skąd zrywa się wiatr trzepotem bażanta
postacie w oknie są tradycją poranka
jedna ma wielkie oczy
druga - twarde postanowienia
macza w kawie
brnę kręgosłupem masywu
bokami lesiste dna
zasnute mleczną ciszą
w pokornych ukłonach kandelabrów
i zastygłych chorągwiach
czytam furię wichrów
po ostatniej śnieżycy
rymuję wiersze tropów
interpunktując
wpadam w pułapki po pas
daleko
psi jazgot wsi
demony
niby to zwierzyna płochliwa
towarzyszą dyskretnie
przyjaźnie osaczają
krajobraz wolno sunie
nad brzegiem
podnoszę patyk
ciskam
w gładką taflę
pochylam się
patrzę mu w oczy
słyszałeś plusk ?
zafalował
jeśli raz jeszcze urodzić się
dla miłości wiatru we włosach
poczuć wiosnę w daglezjowym lesie
usłyszeć jak z małżowin
wygwizdują nas fantomy ciszy
wypowiedzieć ze starannością
mufloniego kroku
jeśli zobaczyć
to cały świat gdzieś
pod schodami piwnicy
ona
u drzwi twoich stała cicho
gęstniał mrok a ty niefrasobliwy
przycinałeś krzewy w ogrodzie
w tak niespodziewanie krótkiej chwili
musiałem zapamiętać twą bliskość
na zawsze
wiosna tato
w twoim ogrodzie krzewy
jeszcze nic nie wiedzą
rozkwitają
ona
u drzwi moich stoi cicho
w bogato zdobionym konfesjonale
znajomy puchacz spędza dzień na drzemce
nocą z mrocznych zakamarków
drobne grzeszki zajadle wypomina
potem ciemną brewką znika
w głębi srebrnej tarczy
wszak wie
że grubego zwierza spowiednicy
z przyczyn nie do końca jasnych
wyginęli
śniadania przyrządzano tu niegdyś
z grzybów i jaj prędko zbieranych
pomiędzy kolumnami
brodząc badylem
po nerwowych głuszcach
rzece też można było ufać
byle z dystansem
na wiosenny wylew
olsze w nim wyczekiwały łęgu
drwale chleba
a flisacy tratwy zaprzęgali w taflę
cóż dziś w pejzażu
idea nieskończoności
odprawia pokutę nad lasem
prawdziwy i nieprawdziwy szedłem przez bukowy las
tą samą ścieżką ja, ułamek sekundy przede mną
ułamek sekundy za mną
lis polując na nornice
podskakiwał w liściach jak poparzony
powiedziałem: kim ty jesteś, żeby tak ignorować
mój szmer, zapach i rozmytą, niewyraźną plamę
a czymże jest twoja ruda kita
w ułamku sekundy za tobą i przed tobą
dawno temu pomyślałem:
obyś był zdrów i szczęśliwy ty
który pójdziesz ścieżką przez bukowy las
prawdziwy lub nieprawdziwy
miej siłę pozdrawiać piękno

Na co dzień pogrążam się w górskim krajobrazie; przenikam wskroś smrekowe bory, gęstwiny buczyn; na stromych haliznach próbuję utrzymać równowagę.
Docieram do miejsc, skąd dochodzi echo, by stać się jedynie pośmiewiskiem czarnego dzięcioła
© Copyright by Grzegorz Mruczek
Fred Goldstein (poezja) | Elżbieta Lipińska (poezja) | forum. haiku.pl | Jacek Margolak (haiku) | Magdalena Banaszkiewicz (haiku) | Rafał Zabratyński (haiku) | Jerz (haiku) |