poezja.exe.pl - Halina Markowska Budniak


 Halina Markowska Budniak
STAT4U

stat4u

wiersze



Wiatr w szuwarach

gdy w twoim głosie słyszę drwinę
i krzywy uśmiech masz na twarzy
czuję się jak złodziej
schwytany we własnym sadzie
biorę niedokończony szal
myśląc z żalem
że dzierganie na drutach
ma realny wymiar
a pisanie wierszy
no cóż
to wiatr w szuwarach


Nadzieja

Skąd ta nadzieja że jeszcze raz dotknę
płomień twych oczu barwę słów usłyszę
a puls księżyca w poświacie wieczoru
będzie jak wtedy z mgły wyławiał ciszę

Jak piórko ptaka zgubione na wietrze
tak nieopatrznie przebiegłeś mi drogę
niosąc w ramionach żar słodkiego lata
i chwile szczęścia tak bardzo mi drogie


Próba definicji

Szczęście jest wtedy
gdy ból albo radość
można z kimś dzielić
kto stanie obok
w dobrej i złej chwili
i czułą dłonią
dotknie łez
i wiesz że zaraz
jak po burzy słońce
uśmiech
A także wtedy
gdy na progu domu
czułe powitanie
gdy policzek muska
ust gorących tchnienie
i słowa słyszysz
- czekałem tak długo
Czujesz jak wtedy
mocniej bije serce
i niepokój znika
a radość napływa
falą wzruszeń
i wielka cisza jest
- to chwila złudzeń


Czas podróży

Pamięci Jerzego Ciszewskiego

Jak mur nieprzebyty dzieli mrok od blasku
Tak nas od siebie oddzieliłeś nagle
Tylko pamięć została jak bursztyn na piasku
Jak okręt co odpływa ze złamanym żaglem

Pieśń nie będzie jasna bo kirem okryta
Ale wspomnienia wciąż tak bliskie drogie
Nigdy nie zgasną jak pamięć po tobie
Głęboko w sercach przyjaciół wyryta

Gdy pieśń ostatnią niosło echo dzwonu
Płacz się wyżalił wśród kwiecia powodzi
Dzień trwał majowy bez deszczu i gromu
Ty odpływałeś na świetlistej łodzi

W ocean ciszy i w lustro błękitu
Gdzie bezgranicznie zielona równina
Kończy widnokrąg a drugi zaczyna
I dzień trwa jasny od świtu do świtu

Tam gdzie nie dotkną się nawet spojrzenia
Skarg nie usłyszysz nie zobaczysz cienia
Gdzie myśli błądząc malują obrazy
Zda się piękniejsze od świateł witraży

Lecz czy w nich prawda się jakaś zawiera
Czy tylko wiara która ufać każe
W bezkres prowadzi i w złudne miraże
Coraz piękniejsze podwoje otwiera

Cóż może jeszcze olśnić tak do końca
Poruszyć serce by mocniej zadrgało
Czy świt w ogrodach? Albo zachód słońca?
To niemożliwe! Wszystko to za mało...

Kozienice, maj 1993


Na linie

na przeciągniętej wysoko linie
balansuję w podmuchach wiatru
pomiędzy niebem a ziemią
pomiędzy miłością a nienawiścią
pomiędzy radością a rozpaczą

pod stopami
chropowate napięcie
i niebezpieczna gładkość

tańczy powietrze w pustce dłoni
jeszcze jedną chwilę...


Pierwszy śnieg

w niezmąconej białej ciszy
stoją nieruchome drzewa
ubrane nocą w śniegowe sukienki
tylko plamy czarnych skrzydeł
przecinają bezkres nieba
to wrony
kraczą niespokojnie szukając gniazd
pierwszy zimowy oddech
rozchylił białe płatki
posypał wszystko dokoła
posrebrzył szronem
dzieląc równo i sprawiedliwie

tylko śnieg to potrafi
dopóki będzie biały


* * *

cóż za lekkomyślność
tracić siły na walkę z wiatrakami
dostrzegać nienawiść i zło
gdy można przejść obojętnie
strusim sposobem - chowając głowę w piasek
wypiąć się
skoro samym widzeniem
niczego zmienić się nie da

tylko co potem
z odbiciem w zwierciadle
gdy uśmiech nie rozjaśni twarzy


A w maju serca takie młode

Motto: 

Wiosna jak szalony artysta
rozpryskuje zieloną soczystość
z nieprzebranego źródła nadziei...

Znów wrócił maj złocony mleczem
Ważki nad wodą i kaczeńce
W koronach drzew zatęsknił słowik
I śpiewa tak jak moje serce

Czemu nie wracasz szczęścia chwilo
Tak trudno ci odnaleźć drogę
Przecież otwieram drzwi i okna
Cóż jeszcze więcej zrobić mogę

Serce zmęczyło się zapachem
Bzów i konwalii - może wiśni
Ale wystarczy oczu płomień
Wystarczy tylko byś się przyśnił


* * *

Wciąż nam się wydaje że jesteśmy młodzi
jakby lata minione nic w nas nie zmieniły
tylko w noce majowe nie śpiewa już słowik
a na krótszą drogę trzeba więcej siły

        Spójrz jak kolory lata czerwienią rozbłysły
        stąpa sierpień cicho po polach po niebie
        dzieci nam jak ptaki wyfrunęły z gniazda
        a my tak jak dawniej mamy tylko siebie

Dziś na długi spacer pójdziemy pod rękę
opowiesz mi jakąś zabawną przygodę
na jesienny bukiet nazbieramy wrzosu
wieczorem herbatę wypijemy z miodem



 Halina Markowska Budniak

Rocznik 1950. Mieszka w Kozienicach.
Pracuje w Elektrowni "Kozienice" S.A.
Od 1987 roku jest członkiem Radomskiego
Stowarzyszenia Twórców Kultury w Radomiu.

Publikacje:
Kontakt /1987/, Twórczość Robotników /1989/
Antologie poezji:
To moje słowa /1990, Wiatr w szuwarach /1993.
Garść życia /1997,  Dojrzewanie w miłości /2000.

Tomik wierszy " Poszukiwania" 1992,/ z którego pochodzą
prezentowane wiersze, jest debiutem książkowym autorki.


© Copyright by Halina Markowska Budniak

 



AKTUALIZACJA