poezja.exe.pl - Justyna Bargielska


poezja
STAT4U

stat4u

wiersze



Trauma o piesku

Myliśmy zęby i powiedziałam do męża:
boję się, czy poznam, że umarłam. Bo
czy umrzeć to jest śnić sny jakby nie swoje,
czy może bardziej jak dwieście tysięcy
czarnych perełek, które toczą się za nami
do zsypu. Keep dying, powiedział mąż,
przekonasz się. Żegluj, jasny spłachetku,
dopowiedziałam sobie, nie myśl teraz
o dziurawym oku, przez które cię obserwują
pod kątem abordażu. Ale bardzo mnie wystraszył
ten pojedynek pieska z tramwajem,
gdy mąż powiedział: nie patrz, a za kartką dłoni
piesek podniósł się, był taki wielki
i zapraszał nas wszystkich do swojego
rozprutego brzucha, w którym już czekał ksiądz,
nagie drzewa i z piasku usypane miasto.


Egipska bawełna

Dwa dni później spałam słodka w stakankach
i ktoś mnie komuś odbił. Mandżurski tankowiec,
drżące niebo, wibrujące ku północy struny
wzięłam za inny rodzaj znaku i nie byłam gotowa.
A rano ta mała przewoźniczka kłamie: to ja cię odbiłam
biednej Justine. Ale czy Justine żyje, bo pamiętam,
że policjanci wezwali fotografa lodu, jak robią,
kiedy nie mają ciała, tylko pewność. Ciemnoskrzydły,
cudny, chadza po paskach egipskiej bawełny
i nie daje się nabrać na równe stosy czasopism,
zatrzaśnięte drzwiczki, wsunięte szuflady.
Obchodzi z aparatem wszystkie schludne kąty,
a śmierć mu naświetla zdarzenia na klatki:
to, co się wydawało węzłem na kotarze,
okazuje się dłonią, poduszka na dywanie
pulsującą plamą. I bingo, case closed: jak, gdzie i czyja
pięknie widać na takim zdjęciu. Spałam wieloręka
i wielooka, gdy dwa dni później ktoś mnie komuś odbił.
Pamiętam, że policjanci wezwali tego fotografa,
a on przyklęknął nade mną i prawie bez uśmiechu
mówi mi, że mnie teraz prześwietli i pokazuje,
gdzie i ile razy (tu i tu, i tu). Przy tych policjantach.


Ciemne wody

W czerni też mi ładnie. Ci,
co wierzą w jakieś teraz, bronią
przyczółka dryfującego w stronę
krawędzi mapy, którą klnąc zemnie
kapitan, nim statek pójdzie na dno.
W doku, na poniechanej budowie
tylko deszcz może zbudzić przeszłe,
tylko fala przyszłe kroki, gdy na brzegu
jakieś teraz skończy już się w zimowym
lusterku przyglądać pomarłym
na nim gronostajom.


Hale Faelbetu

Dziewczyna o słabych płucach może chodzić
po górach za pomocą piosenki, ale herbata,
którą inna dziewczyna pije pisząc tę piosenkę,
stygnie szybciej, niż mija jej czas stygnienia.

Co to są te procedury specjalne,
czy to znaczy, że jesteśmy dzikimi kaczkami
lecącymi nad wielkim kanionem coraz bardziej
ażurowym kluczem? Albo peep show: jak to
możliwe, że w tej budce mieszczą się druga
i kolejne utraty wszystkiego? Czy wyjaśnieniem
mogą być światy równoległe albo sprytna
gra luster? I dokąd one idą po pracy?

Nie wiesz tego, nie wiesz nawet, czy gdy obrysujesz
mój cień na ścianie, zatrzymasz mnie na dłużej,
czy może dom runie a cień odejdzie w swoją stronę.


Ja i gen koloru

Zaniosło mnie do cerkwi. Agnieszka w ciąży wskazuje
smyczkiem drzwi i mówi: spodoba ci się. Ty żyjesz,
Agnieszka?, pytam wchodząc, w środku sami znajomi,
nikt mnie nie poznaje, mama trzyma moje butki, płacze.

Wygląda, że to mój pogrzeb, więc hyc za telefon,
dzwonię do ciebie. Żonaty. W końcu się dodzwaniam
i zaraz piję drinki, ale to są soki i nie mogę zaskoczyć
patrząc, jak ci się usta krzywią w opowieść zimową.
Specjalnie dla ciebie, mówisz, dowód, że czas stanął

w tamtym miejscu i żadnego pogrzebu nie było: choćbyśmy
zmrużyli oczy w środku lipca, otwierając je zawsze
widzimy śnieg na stopniach. A jak już zajdziesz w ciążę,
kogo wybierzesz na ojca? Na ojca wybiorę Wiktora
Czyściciela, jego pewną rękę i jego kadzie z kwasem.


Wszerz, w głąb

Australijczycy mają swoje
mroczne życie. Gdy idziemy do łóżka
oni po swojej stronie opowiadają
historię za historią, żeby każde z nas
miało się w czym odnaleźć.

Ryby dostają wskazówki ze środka ziemi
gdzie mają płynąć i po co. W czułym uchu
zatoki całe rodziny, całe wioski
wpadają wtedy w obłęd, a na wyspie
zostaje tylko świnka, diabeł
i robaczek, który mieszka w soli.


moja!

postanowiła się sama
pochować żałuje że siebie
nie mogła urodzić dokładniej
wyczyścić z mułu wydrążona dziurawa
czasem się pomyli że jest okaryną i otwiera
drzwi okna wrzucą jej kulkę światła jedwabną apaszkę
to zaraz rozmyśla o tym co potrafi zrobić tramwaj
z pięciogroszówką na co ja jej jestem ale
żeby włożyć płaszcz i półobrót
i odwrót?


pasma

spóźniliśmy się z latem. w domu już były
pająki. śpijmy na dworze powiedziała ania
i z piosenką senną i dziką zaczęli wychodzić
z piwnicy pozszywani kuzyni migdałowe
prababcie. układali się pachnąc gorzko
gorzko! krzyczałam i całowałam się.

gdybyś tam był ze mną i płakał krzyczał
ale ty wolisz spiskować w starym forcie
grać z borsukami o tę resztkę o tron
gdy tu otwiera się morze.


tylko ja jestem

to pójdzie pionami i poziomami. nie zdążysz
zauważyć jak cię przemieli klaster cudzych
jęków, wytopi z twojego ciała naparstek na
śmierć. nie masz szans beze mnie. tylko ja
jestem cruelty-free: kask rowerzysty, ciepły
guzik, ręka co chowa ostry przedmiot, prawda

że czasem mam się gorzej: rozdaję łapki
pajęcze na tak zwane szczęście, grzebię
w ziemi za szkiełkiem pod którym na początku
schowałem kartkę ze swoim imieniem.


swaty

topczyk, niechrzczony żywiołak spotyka
u kresu podróży dołem akwareli
rudą brzoskwinkę. w owym czasie wypchnięta
na czworokanciasty krąg ziem kwitła
różocętkami sińców jak rajska pantera.
teraz się wygładza w oku wszystkich pływów.

chłopczyk, obgryzione paznokcie, spotyka
w bocznej alejce jesienną topolę wariatkę
wniebopienną. stara bajka. objęci odchodzą
w kierunku opłotków, złączeni całkiem trwale
niejasnym stosunkiem do kręgów światła z okien.


Tornerai

Noce są teraz dłuższe nieskończenie,
sekundy odmierza puls żółtych świateł
na kolejnych skrzyżowaniach pustego miasta,
które przejeżdżam uciekając inkubom.

wrócisz wrócę kiedy jutro obiecujesz przysięgam
- Poppea do Nerona, w operze, po włosku,
wrócił w następnej scenie, po zmianie kostiumu.
Czy do mnie też wróci odmieniony?

Póki co szukam w sobie tego grzechu,
ale mężczyźni cuchną. Są zbyt miękcy lub zbyt twardzi,
jego ostatni dotyk zamienił mnie w kamień,
ostatni pocałunek zasznurował mi usta,

Najgorsze jest, że budzę się zlana potem
i przejęta pożądaniem wspólnego grobu
lub choćby dziecka, które nas rozdzieli
łagodniej nieco niż jego milczenie.


List

Ja teraz sprzedaję u cioci w sklepie -
pojechałam na wieś leczyć się z ciebie.

Garną się do mnie chłopcy na rowerkach,
a nauczyciel z gimnazjum mówi:
"Pani jest typem szafarki, niechże pani uważa
na kasę i na biodra".
Podkochiwanie się we mnie
wypełni mu lato od klamry do klamry.

Istotny jest też zapach moich myśli,
o tym, że chciałabym znowu
posłużyć się z tobą kodem uproszczonym
w jakimś stogu za stacją Mokra Wieś.

W nocy chodzę napić się wody -
pamiętasz tę złowioną przez ciebie jaszczurkę,
którą w południe wystawiłam w słoiku
na białe kamienie ganku,
a wokół ustawiłam lustra?
Spaliło ją w sumie sześć słońc,
bo byłam o nią zazdrosna.

Piję wodę z kranu,
i podstawiam nadgarstki pod strumień.
Podobno w kilka minut
przepływa tymi żyłami cała krew z człowieka.

Rano ciocia oczywiście mówi,
że przyśniłam jej się w komunijnej sukience
i powiedziałam, że nie przyjdę do sklepu,
bo się utopiłam w kanale.

Ja teraz sprzedaję u cioci w sklepie,
mijają minuty, spacerują osy,
wypełniam się sobą,
kamieniem.


Niepamięć

Tak, znałam takie słowo, wysuszało wargi
w tych nielicznych chwilach, kiedy drżała ziemia.
Ale teraz siedzę na skraju pustej plaży,
raczę się baśniami o krokodylach i możnowładcach,
i z bojaźnią wspominam gotyckie odległości,
kiedy do Boga było bliżej niż do Indii.

Tak, znałam takie słowo. I prawda, że od ciebie.
W cerkwi za wydmą Mikołaj, patron łowczyń posagów
unosi teraz brew i szepce "dziecko, dziecko".
Popatrz, siedzę na piasku w kolorze jego brody,
a nikt nie udowodnił, że drugi brzeg istnieje.


259

Nie robię nic. Kot czai się w korytarzu,
śnieg pada, chmury suną, radio gra, woda szumi w rurach,
lustro pęka i rozsypuje się na wiele kawałków,
telefon spada z półki, ożywają kaktusy,
żyrandole odlatują, a także podłoga
podejmuje odwlekaną decyzję o odpełznięciu,
ze ścian wychodzą robaki a z szafy szkielety
i wszystkie molekuły idą do diabła.

Nie robię nic. Kot czai się w korytarzu


* * *

Pamiętacie nasz ostatni wieczór w Nieporęcie?
Wpadłam wtedy do studni i chociaż krzyczałam,
wzięliście koszyk, wino i serwetkę w kratkę,
wsiedliście do samochodu i zapadła noc.

Dryfowałam na słomce strachu, że zasnę
i utonę, a wtedy podwodne pająki
i robaki na ścianach, drepczące jak Japonki
z porcelany, nie zatrzymujące się gdy się mijają,
one wtedy zobaczą, że byłam człowiekiem
i że utonęłam.

I nie było świtu. Zimę spędzę pod lodem,
znajdziecie mnie wiosną, powiecie, że się zmieniłam,
że jest w moich oczach wyraz, którego nie było.


Kamienica

Złoszczą mnie okna w domu na drugim brzegu
ulicy, która pieniąc się płynie dołem. Godzinami
zaglądam sąsiadom w garnki, w których wrą serduszka
wróbelków - tak tata nazywał cynaderki w dzieciństwie,
czyli wtedy, gdy koty znikały i wracały
po zmianie kwadry, z oberwanym uchem. Teraz
już nie do mnie - okna na parterze to lupanar, w skrzynce
są ulotki z kobietami tak dorosłymi jak ja
nigdy nie będę, choćbym przeszła na kolanach
z kuchni do pokoju po potłuczonym szkle.
Na piętrze człowiek z psią mordą, czy może
pies z ludzką twarzą, nigdy nie wiem, na wędce
spuszcza szklane oko i podgląda te z dołu.
Złoszczą mnie ich okna. Przesadzają z tym życiem,
tak jak by nie wiedzieli, że wcale nie trzeba.


Czy powinnam być niemieckim chłopcem?

Moja babcia ma sto lat
i nigdy nie widziała morza.
Wychowała moją matkę
na klacz wyścigową pierwszej klasy.
W górach też nie była,
nawet tych stołowych.
Co wieczór mówi różaniec
za moje nawrócenie.

Bo ja jestem pociągową szkapą,
mam dużo przepastnych snów,
a Pan Bóg mnie nie lubi,
opowiada mi sprośne żarty
i straszy mnie filozofią.

Babcia go przekonuje,
że powinnam być niemieckim chłopcem,
albo niech przynajmniej nie piszę.
Wtedy on wkłada mi rękę w majtki
albo dźga starym parasolem.

Dobrze że Ten Drugi dzwoni czasem
i mówi aksamitnym głosem:
śpij dobrze,
pisz wiersze,
śpij dobrze.




 Justyna Bargielska
fot. Jerzy Furgał

Data urodzenia nadal aktualna.


© Copyright by Justyna Bargielska

 



AKTUALIZACJA