poezja.exe.pl - Maciej Stankiewicz


Maciej Stankiewicz
STAT4U

stat4u

wiersze



Mieszkam pod wodą

Mieszkam pod wodą
w zatoczce, nad której brzegiem
japońskie wiśnie przeglądają się w lustrze toni.
Każdego ranka ścigam się z nartnikami o błękitną wstęgę nieba,
a potem całą ferajną spieszymy do Starego Węgorza na herbatę z prądem.
Koło południa, gdy przechodzisz brzegiem, wyskakuję ponad
zachłystując się powietrzem i prężąc grzbiet do słońca.
Może wskoczysz...
...może następnym razem.
Układam modlitwy o deszcz i sprzedaję je przy ostrodze na zakolu
po pięć srebrnych nitek za sztukę.
Potem tkam z tych nitek twarz i puszczam w nocy na wodę
jak statek z papieru,
aby księżyc był choć trochę mniej samotny.
Mieszkam pod wodą,
usycham.


O masochistach

Samotni masochiści chodzą wiosną do parku,
szukając wolnej ławki.
Samotnych masochistów można poznać po tym,
że mówią "Popatrz jaka ta przyroda piękna"
i dodają zaraz "Nic mi więcej nie potrzeba".
Samotni masochiści, gdy się do nich mówi,
mrużą oczy, wyobrażając sobie wiatr i przytakują.
Samotni masochiści przesiadują w parku do późna,
wpatrując się w swoją połówkę księżyca.

Samotni sado-masochiści robią to wszystko na pokaz.


* * *

dopiero uczę się twojego zapachu
nie znam go jeszcze na pamięć i na wyrywki
przez co jeżdżenie tramwajami bardzo mnie męczy

dopiero uczę się twoich sukienek
centymetr po centymetrze
aby nie pomylić cię z tłumem
gdy będę koło was przebiegał
w gorączkowym poszukiwaniu ciebie

dopiero uczę się twoich gestów
które tak niewiele mi jeszcze mówią
a tak wiele chcą mi powiedzieć

to ciągłe napięcie wszystkich zmysłów
aby niczego nie uronić
przynoszące ze sobą coraz większe wyczerpanie
i jeszcze większą rozkosz
tak właśnie uczę się ciebie na pamięć

gdy będę już umiał
zapomnę wszystko i zacznę od nowa
to będzie wiosną
nauczę się i znowu zapomnę
i za każdym następnym razem będzie mi szło zdecydowanie szybciej
odtąd wiosny będziemy mieli coraz częstsze
aż zabraknie nam tchu


* * *

Tak, to prawda. Byłem ..........................................
........... chodziłem ..........................................
............................................ to tu, to tam .....
... mówiłem ....................................................
......................... kochałem .............................
......... byłem kochany ........................................
.......................... ale co to za miłość .................
....... wybredny byłem .........................................
... bluźniłem ........................ niewiele bliźniłem ......
....................... jeszcze wiele innych -em, -ałem i -iłem.
Wybaczyłem sobie.
Niech pierwszy rzuci w siebie kamień,
kto twierdzi, że to łatwe.

Trzeci list z frontu

Mamo !

Jest ciężko.
Kopiemy coraz głębsze okopy
aby nie widzieć siebie nawzajem.
Codziennie chodzimy do ataku
i pies garnizonowy nie nadąża już z lizaniem ran.
Wczoraj zdobyliśmy panowanie nad Instynktem.
Wielu zabitych i rannych po obu stronach.
Rozsądek odwieziono do szpitala polowego
już w pierwszych minutach walk.
Byłem u niego zaraz po bitwie.
Przyszedł nawet Pan Generał,
potrząsną moją urwaną ręką
i z uznaniem pokiwał głową,
mówiąc mi, że będę jeszcze Kimś
- muszę się tylko trochę bardziej starać.


Cień jak co dzień

Ranek.
Ulice wielkiego miasta powoli zapełniają się.
Coraz więcej pędzących śmierci rozbija się
o czerwone światła na skrzyżowaniach.
Z biegiem czasu
coraz mniej ludzi zatrzymuje się nad żebrakiem,
choćby po to, aby go kopnąć.
Wszyscy się spieszą
z plecakami ewangelicznego drugiego śniadania
i uszami pełnymi brudu i słowa na niedzielę.
Niektórzy, mimo wczesnej pory,
zdążyli się już zdenerwować
i teraz szybko liczą do dziesięciu przykazań.
W porze obiadu daje się słyszeć chóralny szept
"Boże, bądź miłościw mu grzesznemu",
a wieczorem przeraźliwy krzyk maltretowanych marzeń,
które znowu nie dały się zrealizować.
Od początku nowej ery naszej ery, codziennie,
w imię Chrystusa zabijają Chrystusa
i każdego ranka razem z nim zmartwychwstają.


* * *

Po to ki ki słów.
Trwa ostrzał.
Rzucam różą zaczepną.
Idioto ! Nie wyciągnąłeś zawleczki !
Kolejna wy POW! iedź.
Słowa rozrywają się w moich uszach,
wygrywając na bębenkach rytmicznie nie nie.
Ą! Ę! Świszczą rykoszety.
Dłonie, jakby tknięte epilepsją,
wycofują się w pośpiechu do okopów kieszeni.
Jak zwykle, zamiast walczyć,
chciały roztaczać wspaniałe wizje.
Teraz mają za swoje.


* * *

Gdy spijam ostatnie krople rosy
Cały drżę by nie uronić najcichszego westchnienia

Moje dłonie nieporadnie delikatne
Gubią się buszując w twoich włosach

Twój ciepły oddech oplata moje ciało
Wskazując drogę do twoich ust

Gdy jesteśmy już tylko my
Wystarcza nam nasz dotyk

Jestem jak dziecko
Gdy spijam ostatnie krople rosy z twoich piersi


* * *

Kran chwycił śmierć za rogi
I trwali tak w zwarciu do momentu wrzenia.
Słońca zachodziły w wannie, jedno po drugim.
Pewnego razu kran rzygnął potokiem rdzy
I padł na kafle z przekręconym gwintem.
"Miał piękną śmierć."
Pomyślał pewien, zmęczony życiem, człowiek.
"Ja sam mam tylko tyle siły aby umrzeć ze starości."


* * *

"...albowiem kalafiory muszą być zbawione..."
Modli się mały chłopiec - sprzedawca jarzyny.

"...albowiem nie zabili nawet tysiąca ludzi..."
Modli się generał za swoich żołnierzy.

"...albowiem nie sprzedano połowy nakładu..."
Modli się poeta do swoich wierszy.

"Daruj mu jeden dzień,
albowiem jutro oddaje mi pożyczone pieniądze..."
Modli się mężczyzna cierpiący na nadmiar zaufania.

"...albowiem powodzi się im za dobrze..."
Modli się starsza pani - ostatnia sprawiedliwa.

Jedynie bezbożni głupcy modlą się za siebie.



Maciej Stankiewicz

Myśl

Myśl   ponadczasowa
            bezwymiarowa
            pozaplatana z tysiąca wątków
            poprzetykana tysiącem nici

            Słowa są niczym


© Copyright by Maciej Stankiewicz

 



AKTUALIZACJA