poezja.exe.pl - Rafał Bażant

* * *

w moim ulubionym stawie
tym brudnobrązowym wieczorem
a błętkitnoglonowym z rana
są rybki (różno raki e) i nenufary

dzięcieliny pały kołyszą się z wiatrem
w prawo wschodnim kierunku) przeważnie
a wierzby płaczą tak im się to podoba
ale tylko czasami (gdy świeci słońce )

w tym stawie codzienność się wyleguje
ja obserwuję zawsze brzeg piaszczysty
pode mną a w zębach zgrzyta trzeszczy
zgrozę (czasami tylko smród) czuć nie tylko w powietrzu

rybak czasami pomacha mi z kutra
co to do obu brzegów przycumowany
dwie złote rybki (dziennie) to jego specjalność
(bez życzeniowe niestety) jedna dla mnie

oho burek znowu łapie perkozy (ale tylko jak się naje)
zostawił obrożę w domu (czepia się draństwo sieci)
wczoraj ratował go zaprzyjaźniony łabędź (jeszcze szary)
fajnie mieć takich przyjaciół (tak wczoraj szczekał burek)

łezka się zbiera spada na opalony na złoto piasek
sssssłyszę wyczekiwany syk eee to tylko potwór
(z Loch Ness uciekł) znowu nic bezpłodne oczekiwanie
trzy lata (bezpowrotnie stracone) pięknych widoków

wciąż jednak tęsknie za Świtezianką

to po co ja kurwa utopiłem w zeszłym roku dziewice?


* * *

ona była seksowna
ja nieogolony
ale z pieprzykiem
na miejscu
złapałem ją za kolano
w pociągu pożądania
maszynista się wykoleił
za szybko
(tak ona była za szybką)

07-03-2000


* * *

pod mięsistocienodajnym Baobabem
niepoprawnie wiosenny Kali z plemienia Berek
chłopiec w wieku jeszcze słodkonastoletnim
bawił się (ze) swoją czekoladową rówieśniczką Lalee

za łoże służyły pożółkłe sawanniane trawy
na baldachim starczyły dwa półokrągłe materiały
z grubszej tyrolskiej turystki okupującej kocioł

ojciec Cień do Berek pieprzył właśnie zupę
najwyraźniej trzy po trzy (bo) nieboga darła się
o wiele lepiej od figowych majtek Lalee
powietrze pachniało lepkim podnieceniem

podbiegunowo białe zęby Kalego błyszczały
tak jak oczy co to nie wiedziały gdzie się podziać
lecz wciąż tkwiły wzorkiem o! rozkwitło krokusami

Lata Berek z domu Witza, młodsza żona Cienia
o wzroku wskazującym na spożycie 3 liści eukaliptusa
wcierając w swoje mandarynkowe piersi olejek oliwkowy
zbliżała się do męża nie pozostawiając żadnych złudzeń

najsłodsza Lalee kwitła Kali prężniał z dumy
choć nie dokładnie to miał w tej chwili na myśli
Cień nie przerywał zajęcia, teraz przyprawiał żonę
o anyżowe mdłości i głębokie na 22 cale okrzyki

Pumie zadrżała w szałasie obok

tyrolska turystka poślubiła Tarzana

28-03-00


* * *

ludzie maja swój świat
w którym krzyczą
na siebie
na ciebie
wywrócony na inną stronę

wywrócony
to ja mam świat
krzyku na ciebie
na siebie
na inną stronę

na innej stronie
wywrócony
masz i ty krzyk
świata na siebie
na ciebie

na wywróconej
stronie innej
ciebie
siebie ma świat

krzyk z rozpaczy

14-07-99


* * *

most
zwiedziony
na złą drogę
lubi patrzyć
z daleka
na nieobce jeszcze
postaci nieskojarzone
słowa nie wyłapane
spośród kurzu
tumanów
rozpoznaje już
pod gąbkowym lasem
jak wilk
zburzył ciszę
teraz
kiedy daje się
zwodzić
płacze łańcuchami
i przeszywa ciszę
grubymi nićmi
spadającej łzy

najsmutniejszy most w królestwie

13-01-00


względny wpływ czasu na życie człowieka

czas jest moim półprzewodnikiem
najpierw mija razem ze mną
ucieka przez palce
a później mówi
że się spieszy bo jest spóźniony

tak naprawdę to on
nie zna się na zegarku

04-05-2000


* * *

kochajmy się
dzisiaj
bez księżyca
będzie raźniej
pozwól
że zapalę świecę

najmniejszą
szepnęłaś
zsuwając ramiączko
na kształt półksiężyca

kiedy jest pełnia
wszystko jest jasne

12-05-2000


jasna cholera a miałem jeszcze 3 MACHY

wprost z polsilverowego ostroostrza
pociekła krew o zapachu dzisiaj cytrynowym
przerażająco wygląda biało-czerwony kogiel-mogiel

gwizd ustał polała się zimna jak szlag woda
ciche jak chrapanie ojca w pokoju obok zaklęcie
przeklęcie wyrwało się patrząc sobie prosto w oczy

goliłem się z zacięciem

03-07-2000


* * *

słońca poranne promienie
gałęzi dziatwą nacięte

w poblasku niewinnym słowik
unisono do pobudki treli

sowa lekkie murmurando wiedzie
w ćwierćmroku przez sen trochę

budzę się
jak konstelacja gniazd
w moim krzewie życia

lipiec-2000



 Rafał "Jazzus Kris T." Bażant

Rafał "Jazzus Kris T." Bażant
ur. 10-06-1975 Drezdenko

usposobienie jak to bliźniak, spokojny, aczkolwiek, jak mówią kumple"pojechany" i zakręcony (podobno w pozytywnym tego słowa znaczeniu) uwielbiam DOBRA muzę WSPANIAŁE kino i piękne kobiety (ale kocham i tak tylko tę jedna jedyną) .Aha no i oczywiście PIWO PIWO PIWO


© Copyright by Rafał Bażant

  • początek strony                                                                                           Valid HTML 4.01 Transitional Poprawny CSS!

Fred Goldstein (poezja) | Elżbieta Lipińska (poezja) | forum. haiku.pl | Jacek Margolak (haiku) | Magdalena Banaszkiewicz (haiku) | Rafał Zabratyński (haiku) | Jerz (haiku) |