poezja.exe.pl - Renata Zrajkowska-Bujak

ocieplenie

sześć ścian. cień spada jak sopel. tnie promienie prześwitów.
kostka lodu zamyka mnie kwadratem. czoło krochmali się od chłodu.
co wieczór powieki zwijają pejzaż koniuszkami rzęs. drętwieję.
choć nie otwieram oczu iskrzą mi obrazy. tak stoję. ziąb zszywa
usta srebrną nitką śliny. na zewnątrz ruch. co chwilę ktoś podchodzi.
zagląda. przeciera rękawem ściankę i otwiera oddech.

nie mogę nawet się ukłonić. domyślnie wyczuwam ciepłe plamy.
mogłabym przecież zatańczyć. jednak przesuwając stopę pękają
pode mną drobiny kryształków. porcelanieję więc cicho. od środka.
poczekam. może ktoś podniesie mnie do ust. jak kostkę cukru. wyssie

do ostatniej tafli. gdy użądlę w czubek języka - parsknie ze złości.
wtedy ucieknę. z czerwonym prądem powietrza. wzlecę w kłębki błękitu.
w dole piasek nabrzmiewa rozgrzane żółte ziarna. roztapiam się.
wśród barw i ich odcieni. od dziś na zawsze. ocieplenie w katatonii.


biało

zasypało nas bielą. oczy szczypią gdy za długo w nich iskrzą
gęste płatki zwinięte w brzuch zaspy. trzeba ruszać się. biegać
i wiercić. znaczyć sobą szlak nieobdarty. więc szuramy.
gęsiego trzeszczymy gdy butami zrywamy pergamin.
 
wołasz: bitwa! nabieramy na rozkaz. ulepimy najmocniej
najzwięźlej. potem tarczy szukamy w pomponach gdy kolorem
chcą uciec przez ręce. ja zaczynam się krzywić. brwi marszczę
i z kaptura wytrząsam ćwierć grudki. biel przecina echa parsknięcie.
 
rozrzucamy się wszyscy na boki. w pajęczynę z przymrozku
wchodzi miękko mgła. aż korci. wierci w uszach ta cisza.
pierwszy raz tak się chcemy zwariować że za chwilę w pościeli
zziębniętej aż rumieńce wzbierają w policzkach krochmalimy
orła na śniegu. osiem razy wytłaczamy mu skrzydła.
 
krótkie mysie dwa warkoczyki pierwsze z śniegu się wydostają.
głośno krzyczą: mnie już jest zimno! uciekają. w puchu stukot się gubi.
my za nimi biegniemy i brniemy. tam gdzie ciepło jest i gdzie sucho.
gdzie kolory drgają w powietrzu język ognia syczy w kominku.
lekko dzwoniąc o brzeg filiżanki uśmiechamy się siorbiąc kakao.
 
wróble cicho szarzeją za oknem. zima tli się na czarnym ekranie.
noc zapada w nas mocno. jak w zaspę. ciepło śnijcie tej zimy.
kochani.


kamera omija mapę

nasze niezadowolenie ucieka przed nami
na zewnątrz dziupli o czternastu piętrach
tego ujęcia jednooczna kamera nie dostrzega
skupia się na błędach ust i grymasach brwi
cieniem na ścianie wytłacza siwe profile
 
stąd i wynika nasza geografia i odczyt map
gdzie poziomów nad morzem zabrakło
akcja nieustannie rozwija się w głębi dziupli
w kolejnych tunelach pod sierścią podłogi
 
szybki rzut oka na kwadrat korytarzy
daje nam skalę namacalności i iluzji
ostrość widzenia zmienia się wraz z ostrością skał
wysokimi w sam raz do podrapania kolan
zabarwienia wyżyn odcieniem czerwieni
 
płaszczyzny ust dają zwężenie krajobrazu
wydziergane pasma rzek pulsujące kiedyś żyłkami
spopielają się w taflę mgły poprzedzającej wieczór
 
na nasze głośne przyzwolenie akcja zwalnia bieg
bisy w podziemnym drapaczu zwodzą głuchym echem


kalejdoskop

każdy ma taki kalejdoskop na jaki sobie zasłużył
wykrakałam. dlatego w moim zaparowana szybka
a nadmiar kolorów mdli się w ciasnym brzuchu
 
kręcę nim zgodnie z ogonem wskazówek. gdy palców brak
turlam w dłoniach lub nosem po piasku. uroki rzucam
na dwoje wróżę. on nic. żadnym wzorem nie składa się na mnie
tylko mgłą siną i zaciętą mżawką
 
przekrzywiam głowę. robię śliczną sowę. krzyczę
uważaj zagram w łupanego. szkiełko w kamień włożę
jak w oko. cięciem sopla przetnę mętny pejzaż
a z twojej pustej puszki zrobię beczkę śmiechu


podchody

mieszkasz tu w sadzie na sąsiednim drzewie
dom z pióropusza zielonej korony
prawdziwy wojownik z ciebie gdy tak zbiegasz
z gniazda jak z posterunku schodami gałęzi
bzdurząc że można schować się jeszcze głębiej
 
mamy za dużo minut w sam raz dla niedomówień
wchodzimy w pętlę czasu tak pomyślałam sobie
gdy usta wydymamy i odwracamy głowy
a płot nam rośnie w górę tnąc każde z lian posłowie
wiruje śmiech drugiego gdy pierwsze łapie oddech
 
zaczyna się już ściemniać powieki są zmęczone
wyczuwam że spoglądasz przez noc i noktowizor
złoszczę się wiem że przewidujesz kilka kropli
zsuną się szybko w podczerwień policzków
a to oznacza że przegrywam tak tego nie lubię


w ciszy

wosk zlepia dłonie
liście na zimnej tafli
przykryły zdjęcie
 
minuty płoną
wiatr strąca ciszę i myśli


mgła

za oknem mgła
a ja przeświecam cała
 
krople o parapet
 
gdy zamykam oczy
wtedy pachnie deszczem
jeszcze bliżej
 
cień poziomych żaluzji
spina biodra i uda
pod łuską z pasków
przebiega ciasne ciepło
 
mgła cicho pod powieki
a ja zastygam


po łydki po nos po szyję. pełno nas.

deszcz majowy przecieka nam przez palce. jak czas. trzynaście lat wcześniej
też zakwitły kasztanowce. prosto w okna. innym niż dziś odcieniem bieli.
w parku drzewo zginało się w pół. nasza ławka. siedzieliśmy tam zamykając
oczy na słońce. po stawie przemykały ciemne brzuszki kaczek. udawałeś
że łapiesz najmniejszą z nich. dla mnie. biegliśmy do domu po łydki z wody.
później nad książkami. po nos w kocu. w sobie. czytaliśmy. wszystkie kartki
zapisywały nas. między datami z podręczników a rocznicami ślubu zgubiło się
drzewo. tak. ławki nie ma bo parku już nie ma. w miejscu gdzie pleśniał staw
sterczą czaple bloków. ja nie rozpuszczam włosów po pas. choć z balkonu
mogłabym nawet rozrzucać warkocze. mam za to syna aż po moją szyję.
mamy też nas i czasu brak. przecieka nam przez palce jak majowy deszcz.
teraz to córka zapisuje nami kartki pamiętników. rysuje śliczne buzie
z modelu dwa plus dwa. jest na rysunkach osiedle. i jest też biały kasztan.
ławka zieleni się wśród geometrii figur. jesteśmy. choć nie ma tamtych nas.


* * *

białe noce
środek dnia
przecięła mleczna droga
zakręcając siwym wąsem sań



 Renata Zrajkowska-Bujak

Data urodzenia jest średnio odległą: 3 listopada 1972r. Wydarzenia współtowarzyszące okresowi od - do, nie zamykają w swoich klamrach osiągnięć, wartych podkreśleń czerwonym szlaczkiem. Wszystko dzieje się rozwijaniem kłębka. Jestem. Pracuję. Realizuję się w miarę kolejnych odsłon scen rodzinno-pracowniczych. Dużo czytam. Lubię poezję. Cieszy mnie pisanie. Jestem więc w taki sposób.

Dziękuję Jerzowi za zaproszenie. Ważne są takie gesty. Dodają otuchy


© Copyright by Renata Zrajkowska-Bujak

  • początek strony                                                                                           Valid HTML 4.01 Transitional Poprawny CSS!

Fred Goldstein (poezja) | Elżbieta Lipińska (poezja) | forum. haiku.pl | Jacek Margolak (haiku) | Magdalena Banaszkiewicz (haiku) | Rafał Zabratyński (haiku) | Jerz (haiku) |